Łysiak dla „Do Rzeczy”: wybieram Piłsudskiego

Im bardziej szarogęsi się w III RP postkomuna, a także im nachalniej zaczyna się w niej panoszyć neoendecja tym pilniej trzeba przypominać, że jeden z największych ludzi polskiej Historii, rodzimy superheros, brzydził się obiema tymi formacjami jako prorosyjskimi szkodnikami, uprawiającymi antyojczyźniany sabotaż. W najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” Waldemar Łysiak przypomina Józefa Piłsudskiego.

Ponadto w nowym „Do Rzeczy”: jak dymisja ministra Grabarczyka naruszyła równowagę w PO, kto jest największym przegranym kampanii prezydenckiej, jak Niemcy w Polsce chcą na nowo pisać historię, dlaczego doszło do tragedii w Knurowie, czy Polacy mogą się dogadać z Rosjanami i dlaczego coraz więcej Polaków rejestruje spółki w…Wielkiej Brytanii.

Tekst niniejszy zrodziła nie tylko rocznicowość, lecz i konieczność. Konieczność polityczna. Komuna w II RP była podziemną jaczejką przestępczą, lecz endecja brylowała na parkiecie, rzucając kłody pod nogi Komendantowi Legionów walczących z Rosją o lechicką suwerenność. Powszechne tedy było wówczas przekonanie, które Zygmunt Zaleski dał jako tytuł swemu wierszowi o Marszałku: „On stworzył Polskę bez pozwolenia endecji”.(…) – pisze Waldemar Łysiak w 80. rocznicę śmierci Marszałka. I podkreśla, że Piłsudski, w przeciwieństwie do endeków, nie pragnął dla ojczyzny autonomii w ramach imperium carów lub sowietów. Interesowała go wyłącznie wolność krystaliczna – pisze Łysiak, przypominając kalendarium życia Józefa Piłsudskiego. Dlaczego dzisiaj Łysiak wybiera Piłsudskiego – w najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”.

Na łamach „Do Rzeczy” także o tym, że dymisja Cezarego Grabarczyka naruszyła kruchą równowagę w Platformie Obywatelskiej i na nowo rozgrzała emocje w partii. Grabarczyk to nieformalny lider tzw. spółdzielni. Po jego dymisji z funkcji ministra sprawiedliwości w Platformie na poważnie mówi się o wykolejeniu spółdzielni. Przyczyną dymisji były niejasności związane z okolicznościami wydania Grabarczykowi pozwolenia na posiadanie broni. Minister miał je uzyskać, nie zdawszy egzaminu praktycznego, a ułatwić mieli mu to łódzcy policjanci. Kiedy sprawę opisywała „Gazeta Polska”, w Platformie uznano, że można ją zbagatelizować. Gdy jednak nowe fakty w sprawie opisali dziennikarze portalu Tvn24.pl, sytuacja stała się groźna. To mogło zaszkodzić kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego i to właśnie Pałac Prezydencki miał nalegać, by szybko zamknąć temat. Jakie skutki może mieć dymisja Grabarczyka dla partii rządzącej – w poniedziałek w „Do Rzeczy”.

W „Do Rzeczy” również o tym, że największymi przegranymi kampanii prezydenckiej 2015 r. są media i dziennikarze. Stanowczo zbyt wielu z nich udowodniło, że są tylko giermkami polityków. I nie chodzi o poglądy. Te każdy ma prawo mieć i wyrażać publicznie. Każdy dziennikarz, publicysta i komentator ma nawet prawo być kibicem w wyborach, ale nie kibolem. Nie ma prawa do stronniczości – pisze Piotr Gursztyn. I dodaje że, to niby nic nowego, iż kolejne wybory odsłoniły zbyt daleko posuniętą sympatię dla sił politycznych. Oczywiście w nierównej proporcji, bo w Polsce władza i jej kandydat w wyborach prezydenckich mają jak zwykle największe fory, a opozycja i jej kandydat mają najbardziej pod górę – przypomina publicysta „Do Rzeczy”. Zwraca jednak uwagę, że zmiana polega na tym, iż do opinii publicznej dociera wiedza o kondycji finansowej mediów. O tym, że są coraz mniej suwerenne wobec świata polityki. I opinia publiczna zaczyna rozumieć, że ma do czynienia nie z suwerennymi – choćby nawet nieuczciwymi, ale niezależnymi – uczestnikami debaty. Czuje, że media są lokajami tych, którzy rządzą i mają pieniądze. Więcej o roli dziennikarzy w kampanii wyborczej – w nowym „Do Rzeczy”. 

Na łamach tygodnika także Piotr Semka pisze o tym, że Niemcy mieszkający w Polsce chcą przedstawiać powojenne losy swoich przodków jako ofiar czystek etnicznych i represji polskiej administracji. Marginalizują też odpowiedzialność obywateli III Rzeszy mieszkających na Śląsku za dojście do władzy Hitlera. Najgłośniejszym przykładem kolizji polskiej i niemieckiej wizji historii były rozpoczęte na przełomie lat 2014 i 2015 starania niemieckich organizacji na Śląsku o uhonorowanie Herberta Czai, wieloletniego lidera Związku Wypędzonych.(…) Inicjatywa zakończyła się wetem marszałka województwa śląskiego, który po zasięgnięciu opinii IPN wskazał, że Czaja był okupacyjnym likwidatorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, działał w przybudówce NSDAP dla volksdeutschów, i zarządzał szkołami dla niemieckiej młodzieży w okupowanej Generalnej Guberni – pisze Semka. Więcej o trudnej historii polsko-niemieckiej i o tym, jak mieszkający w Polsce Niemcy próbują przepisać historię po swojemu – w najnowszym wydaniu „Do Rzeczy”.

W „Do Rzeczy” również o tym, że policja nadużywa przemocy, bo funkcjonariusze mają duży margines bezkarności. Tylko 3,5 proc. skarg na pobicie przez policjantów prokuratura kieruje do sądu. Pozostałe umarza lub odmawia wszczęcia postępowania. Tymczasem w Knurowie policjanci po prostu „spanikowali”. Zachowali się jak zupełnie nieprzygotowani do spotkania z tłumem amatorzy. Tak jak wiele razy wcześniej i zapewne, niestety, jeszcze wiele razy w przyszłości. (…) Internet kipi od filmów dokumentujących kompromitujące zachowania policjantów. Od komicznych (…) aż do mrożących krew w żyłach, takich jak zapis strzelaniny w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie równie bezradni policjanci potrzebują aż 14 wystrzałów, by trafić w nogę furiata, wymachującego tłuczkiem – pisze Rafał Ziemkiewicz. I zwraca uwagę, że oszczędności robione od lat na szkoleniu funkcjonariuszy, nawet w kształceniu podstawowych, niezbędnych im umiejętności, są starannie ukrywane. Wiadomo jednak, że statystyczny funkcjonariusz oddaje rocznie zaledwie kilkanaście strzałów ćwiczebnych, co oznacza, że – jeśli nie zadba o to sam – praktycznie nie umie się obchodzić z bronią. Więcej – w nowym „Do Rzeczy”.

Na łamach tygodnika także rozmowa z Ilją Ponomariowem, jedynym deputowanym do Dumy Federacji Rosyjskiej, który głosował przeciw aneksji Krymu. Teraz jest ścigany przez rosyjskie władze. O czym może rozmawiać Polak z Rosjaninem? Raczej nie o historii. Albo inaczej – historię trzeba zostawić na jej miejscu, starać się ją wyjaśniać, ale nie patrzeć przez jej pryzmat na przyszłość. Z Niemcami wam to wyszło – mówi Ponomariow. Podkreśla, że w relacjach między Polską i Rosją są potrzebne spotkania zwykłych ludzi. Trzeba, wbrew wszystkiemu, organizować wymiany studenckie, spotkania młodzieży. Niech Rosjanie zobaczą, jaka naprawdę jest Polska. Na razie znają wasz kraj głównie z ociekających nienawiścią programów Dmitrija Kisielowa – mówi. – Ani Rosja, ani Polska nie zmienią położenia. Ani Polacy, ani Rosjanie nigdzie się nie wybierają. Powinniśmy się nauczyć żyć w zgodzie obok siebie. Korzyści będą obopólne. Cała rozmowa – w poniedziałek w „Do Rzeczy”.

W „Do Rzeczy” również o tym, że Polacy zakładają w Wielkiej Brytanii rocznie już blisko 19 tys. spółek. To prawie tyle, ile w kraju. Na siedem firm założonych w Wielkiej Brytanii jedna należy do imigranta. Wiele z nich do Polaków, bo pod względem aktywności gospodarczej mieszkańców Wysp nasi rodacy są na szóstym miejscu. Najwięcej, bo ponad 3 tys., przedsiębiorców z kraju nad Wisłą działa w brytyjskim sektorze budowlanym i nieruchomości, ponad 2 tys. osób zajmuje się produkcją i przemysłem ciężkim, a ponad tysiąc świadczy usługi. Dlaczego Polacy coraz częściej przenoszą swoją działalność nad Tamizę? Bo tam – mówiąc w skrócie – prawo i przepisy sprzyjają przedsiębiorcom. Wielu polskich problemów tam po prostu nie ma. A jak jest – o tym w najnowszym wydaniu „Do Rzeczy”.

Nowy numer „Do Rzeczy” w sprzedaży od poniedziałku, 11 maja 2015. E-wydanie będzie dostępne u dystrybutorów prasy elektronicznej. Tygodnik „Do Rzeczy” to tytuł kierowany przez Pawła Lisickiego. Jest pismem konserwatywno-liberalnym. Na łamach tygodnika publikują m.in. Piotr Semka, Rafał A. Ziemkiewicz, Cezary Gmyz, Waldemar Łysiak, Jan Pospieszalski, Krzysztof Rybiński i Jadwiga Staniszkis.


dostarczył infoWire.pl
Źródło PMPG POLSKIE MEDIA S.A.. Dostarczył
Authors
Top